O naszym oddziale

Dlaczego warto do nas przychodzić ...

Marek Dubiński - prezes Oddziału:

  • poznasz ciekawych ludzi, którzy jąkają się,
  • zawsze możesz porozmawiać, podzielić się swoimi radościami i problemami,
  • dowiesz się o turnusach rehabilitacyjno-integracyjnych organizowanych przez PZJ oraz o prawach osób jąkających się.
 

Szymon:

Zachęcam wszystkie osoby jąkające się, które z przerażeniem patrzą na swą dolegliwość i te, które ze spokojem reagują na swą przypadłość do przyjścia na nasze spotkania. Odbywają się w bardzo miłej, sympatycznej i bezstresowej atmosferze. Rozmawiając i dyskutując na różne tematy wspieramy się wzajemnie w naszych problemach. Na zajęciach poznajemy także techniki relaksacyjne.

 

Tomek Jaśków:

Bardzo zachęcam wszystkich zainteresowanych problemem jąkania, a szczególnie młodzież, do przyjścia na nasze spotkania. Spotykanie się i zajęcia w naszej grupie na pewno pomoże wielu osobom jąkającym się, które są nieśmiałe i trudno jest im wyjść z domu. Atmosfera u nas jest bardzo przyjazna, dużo rozmawiamy, często przy herbatce jedząc coś słodkiego; z pewnością żadna z nowych osób nie będzie czuła się obco.

Spotkania są tematyczne, dobrze przygotowane (przez naszą przesympatyczną Anię-terapeutkę;) i różnorodne, ostatnio wręcz brakuje czasu na zrealizowanie zamierzonych tematów.

 

Marta Orlik:

Pierwszy raz miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu członków PZJ i bardzo się cieszę, że tam byłam. Jestem pod dużym wrażeniem!

Z uwagi na to, że nie jestem osobą jąkającą się byłam pełna obaw o to, jak zostanę odebrana. Już w pierwszych chwilach okazało się, że moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Panuje tam wspaniała atmosfera, która sprzyja rozmowom na różne tematy, nawet te najtrudniejsze...

Z wielką przyjemnością będę uczestniczyć w kolejnych spotkaniach.

 

Kasia Sikora:

Dziś (21.11.2007) po raz pierwszy trafiłam na spotkanie PZJ. O jego istnieniu dowiedziałam się ze strony internetowej. Jako studentka logopedii byłam ciekawa czy istnieje we Wrocławiu jakiś związek, czy stowarzyszenie zrzeszajace osoby jąkające się. Okazało się, że tak. Cieszę się ogromnie, że mogłam być na spotkaniu, co jest dla mnie dużym doświadzczeniem. Przede wszystkim poznałam ciekawych i sympatycznych ludzi, tworzących przyjazną atmosferę. Zauroczyło mnie to, że każdy z uczestników spotkania bez skrępowania i swobodnie opowiadał o sobie.

 

Weronika Suliga, studentka logopedii Uniwersytetu Wrocławskiego:

W miniony wtorek (tj. 08.01.2008) miałam wielką przyjemność po raz pierwszy (ale chyba nie ostatni) uczestniczyć w jednym ze spotkań Wrocławskiego Oddziału Polskiego Związku Jąkających się. Byłam, a w zasadzie nadal jestem, pod wrażeniem otwartości, uprzejmości i chęci dzielenia się swoimi doświadczeniami, zarówno przez Pana Marka (prezes Wrocławskiego Oddziału PZJ), Pani Elżbiety (główny logopeda Oddziału), jak i przez samych członków PZJ. Poznałam tam wspaniałych, mających sprecyzowane plany młodych ludzi, którzy mogą w życiu osiągnąć naprawdę wiele, a ich determinacja i odwaga doprowadzą ich do celu (czego z całego serca im życzę!). Myślę, że to spotkanie uświadomiło mi wiele spraw związanych z problemem jąkania oraz dało impuls do zgłębiania wiedzy na tenże temat.

 

Emilia Krupa-Orzeł - studentka logopedii:

Każde spotkanie z nieznanym budzi pewien niepokój, jakiś głęboko skrywany w sercu lęk, dlatego też moja wizyta, pierwsze spotkanie z nieznanymi mi ludźmi, było ogromnie stresujące. Dziś, z perspektywy czasu, trudno powiedzieć czego tak naprawdę się bałam...

Myślę jednak, że czułam pewien dyskomfort natury merytorycznej... Wszystko, co wiedziałam o tym fenomenie, ograniczało się do wiedzy książkowej, która w zderzeniu z realnym człowiekiem, mogła okazać się niewystarczająca, nabierała innego sensu, a przede wszystkim rozumienia. Krótko mówiąc czułam, że istotę mojego niepokoju wyznacza ścieżka niekompetencji. Bałam się - chyba - siebie najbardziej, tego, że swoim zachowaniem, postawą mogłabym kogoś urazić, czy niepotrzebnie zranić. Na szczęście jednak negatywne emocje zniknęły, gdy stanęłam twarzą w twarz z uczestnikami spotkania PZJ (zwłaszcza z prezesem Oddziału i badanym przeze mnie Markiem, których najlepiej poznałam). Zrozumiałam irracjonalność mojego niepokoju, sens spotkań uczestników PZJ (wcześniej sądziłam, że spotkania mają charakter stricte terapeutyczny), a przede wszystkim poznałam wartościowych ludzi, pragnących się dookreślić, wyrazić. Ludzi, którzy dzięki sobie,dla siebie, pokonują blokady, przekraczają własne bariery, którzy otwarcie opowiadają o swoich niepokojach. Myślę, że to wsopaniałe mieć poczucie, iż jest się rozumianym przez innych, że ludzie myślą i czują podobnie. Chyba każdy z nas poszukuje takiej właśnie grupy...

Z całego serca "DZIĘKUJĘ" za to, że pozwoliliście się poznać... Pozdrawiam i trzymam za wszystkich przysłowiowe kciuki :) Powodzenia!!!

 

Michał Pieniądz - 28 lat:

Podobało mi się bardzo na spotkaniu, (mimo że byłem niesamowicie zestresowany i jąkałem sie jeszcze bardziej niż w rzeczywistości) zrozumiałem, że nie tylko ja mam taki problem, że nie tylko ja zmagam się z tym, że są ludzie, z którymi mogę bez problemu o tym porozmawiać i którzy doskonale rozumieją mój problem. Bardzo się cieszę, że przyszedłem do Was i napewno jeszcze przyjdę.

Pozdrawiam Michał


Piotr Rudowicz:

Od czasu gdy nasze spotkania moderowane są przez psychoterapeutkę i - jak sądzę coraz bliższą nam wszystkim klubową koleżankę Julitę Potocką, odnoszę wrażenie, że wykonujemy co tydzień kawał porządnej roboty - nad sobą.

Może są to dopiero początki głębszego zastanowienia się nad problemami z jakimi przychodzimy na Borowską, ale na pewno jest to coś ważnego. Nie wiem czy to dobre określenie ale sadzę że nasze rozmowy coraz bardziej przypominają grupową psychoterapię, gdyż większość z nas chyba zaczyna głębiej sięgać do pokładów emocji jakie, być może, na co dzień skrywamy. Nie jest to wcale łatwe i dlatego rozumiem, że każdy z nas potrzebuje innego czasu by zacząć mówić o sprawach, które szczególnie go gryzą. Spotkania mają charakter otwarty, dlatego często pojawiają się nowe osoby. Część z nich wraca, inni, którzy już zdawali się być nieodłącznym "elementem scenerii" nagle znikają. Ma to swoje zalety jak i wady.

Nowe osoby są zawsze interesujące. Wnoszą swoją historię do grupy. Uczą czegoś. Zaskakuje mnie tu ogromna różnorodność ludzi, których jednak coś - czasem bardzo wiele - łączy. Jest to na pewno bardzo radosna rzecz. Inne postawy życiowe wobec tego samego problemu z jakim się borykamy, a często pomimo niego, są szalenie pouczające. Nie zawsze jednak taki charakter spotkań jest plusem. Niełatwo zgłębić jakiś problem, opowiedzieć o sobie jakąś trudna prawdę, otworzyć się przed innymi, gdy grupa co tydzień zmienia skład. Wiem, że klasyczne grupy terapii grupowej są ściśle zamknięte i gdy cykl spotkań się już zacznie, a gardy zostaną opuszczone, nikt nowy nie ma wstępu. Wynika to z intymności spraw jakie są poruszane. Jeśli o mnie chodzi, na pewno byłbym zainteresowany uczestniczeniem w takich spotkaniach. Mam też głębokie przekonanie, że wiele moich kolegów i koleżanek również skorzystałoby na czymś takim. Nie wiem jednak czy wszyscy są na to gotowi. Czasem mam wrażenie, że widzę tu i ówdzie jakiś mechanizm obronny, który mówi "proszę nie wchodzić zbytnio na moje poletko". Rozumiem to i szanuję. Może też nie wszyscy przychodzą w tym właśnie celu. Jednak, jak sądzę, rożnie definiowane cele dla jakich przychodzimy na Borowską, bądź też inny stopień gotowości nie pozwalają przebić się czasem przez pewną powierzchowność spotkań i naprawdę ponazywać problemy po imieniu.

Jeśli w przyszłości miałaby powstać zamknięta grupa, którą bez wahania i w całej rozciągłości znaczenia tego słowa można by nazwać psychoterapeutyczną - będę jej zagorzałym orędownikiem i z radością stanę się jej częścią. Póki co rolę taką, dość dobrze spełniają nasze "Rozmowy na Borowskiej". A "plusy ujemne" bynajmniej nie przysłaniają mi "plusów dodatnich". Jestem bardzo zadowolony z możliwości uczestniczenia w spotkaniach Naszej Grupy Wsparcia Klubu "Jot".

Na koniec zachęcam szczególnie tych którzy już odcisnęli swój ślad na naszych klubowych krzesłach ustawionych w magiczny krąg, by nie rezygnowali. A jeśli ostatnio gdzieś się zawieruszyli (Michał, gdzie Cię wywiało, chłopie?! :-D), to żeby odnaleźli drogę z powrotem (pytać o Aquapark we Wrocławiu!).

Pozdrawiam wszystkich (dzięki Julita za opiekę nad nami).

Zarwij kajdany i połam bat :-)

Ave Nasz Klub! :-)

Do zobaczenia we Wtorek!.




Przejrzyj naszą kronikę, z której dowiesz się więcej o naszych spotkaniach.

Zajrzyj również do artykułu: Powstanie i działalność Wrocławskiego Oddziału PZJ.

Zapraszamy na wtorkowe spotkania!